wtorek, 11 maja 2010

Jako w niebie, tak i na ziemi

W niebie:


Czy nagan było widać z orbity? 

Być może, perhaps, maybe...





Nie wiem. Ale Rosjanie też nie wiedzą.

Ci co wiedzą, czyli amerykańskie agencje NSA i NRO - Narodowa Agencja Bezpieczeństwa i Narodowe Biuro Rozpoznania, nie powiedzą, bo nie po to się prowadzi tajne operacje z użyciem tajnych technologii, żeby o nich publicznie opowiadać.

Ale kto ciekawy, może sobie powyciągać własne wnioski z tego, co każdy może zobaczyć w sieci (po kliknięciu linku, i powtórnym kliknięciu małego zdjęcia które się pokaże, otworzy się duże zdjęcie o wysokiej rozdzielczości.)

5 kwietnia 2009 roku cywilny satelita Worldview-1, będący własnością prywatnej komercjalnej firmy Digital Globe, sfotografował w rozdzielczości 50 cm start północnokoreańskiego pocisku balistycznego Taepodong-2.



http://4.bp.blogspot.com/_n-njTteDnPw/SdxvFP1pykI/AAAAAAAAEjU/e4F0gkNWVeI/s1600-h/musudan_ri_coast_april5_2009_dgl.jpg





Dodatkowy dowcip tego zdjęcia polega na tym, że data i godzina startu nowej rakiety to były pilnie strzeżone północnokoreańskie tajemnice państwowe.


 Nie wiadomo i nie będzie wiadomo, jak to zrobiono, ale przypadkowe zsynchronizowanie parametrów orbitalnych satelity z naciśnięciem guzika na północnokoreańskim poligonie rakietowym Musudan-ri jest tak samo prawdopododne, jak czołowe zderzenie nad geometrycznym środkiem mauzoleum Lenina dwóch much wypuszczonych jednocześnie na przeciwnych końcach Moskwy.

Jeśli taki numer można wykonać przu użyciu prywatnego, komercjalnego satelity, to znaczy że Rosjanie nie mogą być pewni kto i co z orbity widział w Smoleńsku z satelitów o dwie generacje lepszych. Nawet jeśli drogą obserwacji odpowiednie wojska rosyjskie ustaliły orbity satelitów jakie nad nimi latają, i wiedzą, co i kiedy należy chować pod dachem, to w tym konkretnym przypadku nic im z tego nie przyszło. Jeśli kalkulacja czasu odgrywała w Smoleńsku jakąś rolę, to się rypła, ponieważ prezydencki samolot się spóźnił.

O ile Amerykanie mają zdjęcia satelitarne smoleńskiego lotniska wykonane krótko przed i krótko po wypadku, to wiedzą wszystko, czego my nie wiemy - co się stało z kabiną pilotów, gdzie zgubiło się 15-20 minut pomiedzy uderzeniem samolotu o ziemię a uruchomieniem syreny, czy na miejscu wypadku byli w ciagu tych minut ludzie lub pojazdy, których tam nie powinno być, co się zmieniło po wypadku w konfiguracji urządzeń nawigacyjnych etc.

Jeśli amerykańscy analitycy wyciągnęli ze zdjęć wnioski podobne do tych,jakie nam się nasuwają (tyle, że my nie mamy i nie będziemy mieli ani takich zdjęć, ani innych dowodów), to całkiem innego wymiaru być może, perhaps, maybe nabiera nieobecność Obamy tak w Krakowie 18 kwietnia, jak i w Moskwie 9 maja. Tylko się proszę od razu nie napalać, bo jest jeszcze kilka innych możliwości interpretacji...

Ale być może, perhaps, maybe Obama po tym, czego sie dowiedział od swoich fachowców, nie ma ochoty do końca życia oglądać zdjęć, na których wylewnie ściska rękę Miedwiediewa po 10 kwietnia 2010 r.?

Albo nie ma ochoty, by takie zdjęcia weszły z czasem do podręczników i były zawsze umieszczane pomiędzy zdjęciami uśmiechniętego Mołotowa z uśmiechniętym Ribbentroppem w Moskwie i zdjęciami uśmiechniętego Chamberlaina na lotnisku po powrocie z Monachium?




A tymczasem na ziemi:


Tabloid na miejscu katastrofy


Starczyło im pomyślunku by tam pójść, ale nie starczyło by rozumieć na co patrzą.








Czy banda idiotów z "Faktu" rozumie, że te trzy fanty (lub jakiekolwiek inne przedmioty które bezspornie były w kabinie pasażerskiej) + chromatograf gazowy + spektrometr masowy = potencjalny 'smoking gun', potencjalny DOWÓD zamachu, gdyby analiza odkryła na nich ślady substancji, które nie powinny się tam znajdować?!


Przy okazji:

Między zdjęciami "Faktu" jest i takie, na którym widać odciski gąsienic spychacza, którym zdarto z miejsca katastrofy warstwę gruntu. Ze zdjęciem  70-100cm gruntu chodzi o to, że teraz analiza chromatograficzna próbek gruntu niewiele już znajdzie. Stąd ważność przedmiotow które bezspornie pochodzą z kabiny pasażerskiej - tj. raczej tych przywiezionych przez najwcześniejszych zwiedzających miejsce katastrofy. Ditto odzież ofiar, którą nie bez związku z tym Rosjanie chcieli koniecznie palić, podsuwając rodzinom do podpisu upoważnienia. 

Poza tym, uprzejmie proszę o przyznanie mi tytułu Proroka, ze stosownym uposażeniem, poniewaz pięć dni temu, dwa dni przed wykonaniem zdjęć przez dziennikarzy z "Faktu" napisałem:



...Może natomiast pomóc w udaremnieniu przyszłego śledztwa zdjęcie z obszaru katastrofy całej wierzchniej warstwy gruntu, przynajmniej 1 m w głąb, i jej wywiezienie w jakieś nieujawnione miejsce....


3 komentarze:

obczyzna pisze...

Zaczęły się jakieś podchody salonowe he he he

Chwilowa przerwa techniczna, zapraszamy po godzinie 02:00. w najbliższy czwartek chyba ;)

cacy pisze...

Polecam uwadze bardzo trzeźwe spostrzeżenia na Oficerowie BOR-u widzieli ciała? « Kozi Dryngiel

cacy pisze...

Aktualności w temacie opisu niniejszego bloga
Archeolodzy pod kierunkiem prof. Pawła Valde-Nowaka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego po wielu latach badań w Jaskini Obłazowej (powiat Nowy Targ) dotarli do jej skalnego dna.

via Archeolodzy dotarli do dna Jaskini Obłazowej « Archeowieści.