
Szwajcarski sąd zwolnił pana Romana Polańskiego z aresztu tymczasowego, za kaucją w wysokości 4,5 miliona dolarów i pod warunkiem stałego noszenia elektronicznej bransoletki, która pozwoli mu przebywać w obrębie będącej jego wlasnością daczy, znajdującej się w tyleż przyjemnym co i kosztownym szwajcarskim kurorcie narciarskim Gstaad, ale nigdzie indziej. Próby oddalenia sie od daczy, zdjęcia bransoletki z nogi lub wyłączenia albo zniszczenia lokalnego odbiornika monitorujacego sygnał bransoletki powodują niezwłoczną interwencję wlaściwych organów i powrót do więzienia. Kto ciekaw jak ta technologia działa, może sie zapoznać z opisami na stronach brytyjskiej korporacji Group 4 Securicor, ktora dostarcza takich bransoletek i usług ich monitorowania więziennictwu brytyjskiemu.
Wydarzenie to podsuwa mi pewien pomysł. A gdyby tak wykorzystać tą technologię do odbudowy zaufania społecznego do polityków polskich, bądż nawet szerzej, ogólnej odbudowy zaufania do autorytetów krajowych z dowolnej dziedziny?
Co by było mianowicie, gdyby każdy poseł i senator w dniu zaprzysiężenia dostawał od skarbu państwa taka bransoletkę, zapinaną na nodze na cały okres kadencji? Bransoletki nie muszą być monitorowane lokalnie, mogą mieć wbudowany GPS, połączony przy pomocy sieci telefonii komórkowej z centralnym ośrodkiem kontrolnym.
Ośrodek kontrolny mógłby mieć portal sieciowy, na którym każdy mógłby oglądac w czasie realnym na mapie Google położenie geograficzne dowolnie wybranego polityka z dokladnością do 50 cm. Ja się jednak nie upieram przy czasie realnym, ze względu na konieczność rozsądnej ochrony bezpieczeństwa osobistego nosicieli Bransoletki Polańskiego (BP) przed terrorystami, przestępcami i wyborcami. Wystarczy mi opóźnienie rzędu 24-48 godzin, które pokaże mi, gdzie premier był wczoraj albo dwa dni temu (i we wszystkie inne dni od początku kadencji).
BP między innymi uniemożliwi politykom wyłgiwanie sie z biznesowych spotkań w Mariottach i Radissonach. Co z odbiorem GPS wewnątrz budynków? Spoko. Do standardowych repetytorów telefonii komórkowej umożliwiacych posługiwanie się komórką wewnątrz budynkow o konstrukcji żelbetowej dodajemy opcję A-GPS. To pozwoli ustalić nie tylko na którym piętrze Mariotta przebywał wczoraj polityk, i jacy inni politycy przebywali wtedy na tym samym piętrze, ale nawet, dzięki precyzyjnemu pomiarowi wysokości, pozwoli na supozycje czy polityk zadowalał Anastazję P. na dywanie, na parapecie okna, w łóżku czy w wannie (bransoletka zakladana na kostkę jest wodoszczelna) - na stojąco, siedząco czy leżąco.
Niemniej sedno mojego pomysłu na czym innym polega. Otóż przewiduję, że po okresie początkowego oburzenia, że oto traktuje się polityków, tą sól ziemi polskiej i elite narodu, jak przestępców, wielu polityków zacznie dostrzegać dobre strony systemu BP. System taki dostarcza niezbitych dowodow lokalizacji polityka, przy pomocy ktorych można niszczyć oszczerców, a także wyprodukować 'imydż' polityka z BP na kostce jako człowieka fundamentalnie uczciwego, który nie ma nic do ukrycia.
Jeśli dajmy na to Superekspres napisze jutro, że w zeszłym tygodniu poseł Stefan N. spędził trzy noce na podwarszawskiej daczy Anastazji P. to każdy natychmiast może sprawdzić, że to nieprawda, poniwaź po kliknięciu myszka na ekranie winietki "Stefan N." okaże się, ze poseł przebywał był w tym czasie w Zakopanem, z całkiem inną panią. Sekretarka posła dzwoni więc do SE, i już prawnicy redakcji posłowi ciupasem w zębach niosą kopertę ze zryczałtowanym odszkodowaniem, w zamian za odstąpienie od roszczeń cywilnoprawnych, zamiast narażać firmę na to, że sąd dopisze do sumy odszkodowania jeszcze ze dwa albo trzy zera.
W krótkim czasie wszyscy politycy zaczynają z dumą nosić BP na widocznym miejscu, jako order uczciwości - napierw na przegubie ręki, jak zegarek, potem na szyi. W odpowiedzi na zapotrzebowanie, firma Securicor zaczyna dostarczać bransoletki w żywych i wesołych kolorach, zamiast matowo czarnych. Politycy noszą na widocznym miejscu BP w kolorach partyjnych, członkowie rządu biało-czerwone.
Widząc co sie dzieje, elita biznesu, finansjery, mediów i nauki polskiej zaczyna nosić BP ochotniczo, z własnej inicjatywy, z własnej kieszeni płacąc za monitoring. Nad ulicami wiszą transparenty reklamowe "Nie masz nic do ukrycia? Udowodnij to w sieci ERA - bezpłatna BP z natychmiastową aktywacją, przystępny abonament"
Artyści zaczynaja projektować ozdobne obudowy do BP, w szkle, egzotycznym drewnie, brązie, metalach szlachetnych, w końcu wysadzane klejnotami. Profesor Sadurski z dumą nosi na szyi dużą BP obszytą futrem australijskiego wombata (torbacz żyjący w podziemnych norach, wprawny w ryciu głębokich dziur).
Podnoszą sie głosy, aby można bylo przez BP transmitować audio i wideo. Przemysł staje na wysokości zadania, i wypuszcza na rynek kosztowne bransoletki "See You See Me". Posiadacz bransoletki BP/SYSM dalej podaje do wiadomości publicznej swoją lokalizację ale ma jeszcze dodatkowo do wyboru udostępniać lub blokować audio i wideo, pokazywane na portalu z takim samym opóźnieniem. Za streaming danych video/audio nosiciel BP płaci stawki rynkowe operatorowi sieci komórkowej.
Po upowszechnieniu sie zwyczaju pięcioletniej archiwizacji dżwięku i obrazu z BP upada cały krajowy przemysl pornograficzny, bo na publicznym portalu monitorowania BP można za darmo zobaczyć lepsze rzeczy. Episkopat jednak nie tylko nie potępia, ale błogoslawi, bo duszpasterze w konfesjonałach uzyskują możliwośc weryfikacji na miejscu, na laptopie, wiarygodności spowiedzi grzeszników (… "niestety, mój synu, od ostatniej spowiedzi śwętej cudzołożyłeś nie cztery, tylko dwadzieścia cztery razy" …). W życiu publicznym ostają się w obiegu tylko te autorytety, ktore są w stanie na każde życzenie dowolnej osoby fizycznej lub prawnej udowodnić danymi BP, że żyją zgodnie ze swoim publicznym credo. Udziałowcy polskich sieci komórkowych robią takie pieniądze na abonamentach BP od elity, że wkrótce kupują od rządu USA Hawaje. Konieczność wzmocnienia infrastruktury telekomunikacyjnej i informatycznej kraju, obciążonej transmisją danych z milionów BP, czyni Polskę mocarstwem internetowym.
Trybunał Konstytucyjny jednogłośnie odrzuca projekt ustawy dopuszczajace monitorowanie dzwieku i obrazu z BP przez służby specjalne bez zgody posiadacza bransoletki. Hackerzy opracowują metody dyskretnego zdalnego włączania kamery w BP sąsiada. Dzieci dostają swoje pierwsze BP razem z Nintendo, jako prezent komunijny. W tramwaju można oberwać po mordzie od współpasażerów za nienoszenie BP, ponieważ konserwatywna opinia publiczna traktuje brak BP na równi z przebywaniem w miejscu publicznym nago i odpowiednio reaguje.
Transparency International ocenia stopień przejrzystości polskiego życia publicznego na 11 w skali 0-10 i wzywa wszystkie inne kraje do naśladownictwa. Firma Group 4 Securicor przenosi biura zarządu do Warszawy i zmienia nazwę na Silna Grupa Pod Wezwaniem sp.z o.o.
Z powodu wycofania się firmy z Wielkiej Brytanii, więziennictwo brytyjskie powraca do klasycznych łańcuchów zapinanych na kostkę, z 30-kilogramową żeliwną kulą na drugim końcu.
Pan Roman już piętnasty rok gnije w ciupie w Kalifornii, do warunkowego zwolnienia zostało mu jeszcze 12 lat. To pospolity los pionierów i wizjonerów wyprzedzających swoją epokę.
czwartek, 26 listopada 2009
Bransoletka Pana Romana
wtorek, 27 października 2009
Szampański bon mot pana Krzysztofa – cd.
Jak donoszą agencje prasowe, pan mecenas Lawrence Silver z reprezentującej panią Samanthę Geimer kalifornijskiej kancelarii adwokackiej Silver & Field (10975 Santa Monica Boulevard, Los Angeles CA 90025), złożył w kancelarii stanowego okręgowego sądu apelacyjnego okręgu nr 2 (obejmującego powiaty Los Angeles, San Luis Obispo, Santa Barbara i Ventura) pismo procesowe z prośbą o oddalenie zarzutów postawionych panu Romanowi Polańskiemu. Czy pani Geimer będzie równie miłosiernie usposobiona wobec innego sławnego reżysera filmowego, pana Krzysztofa Zanussiego, który dn. 28 września 2009 r. nazwał ją w polskiej TVN24 "nieletnią prostytutką", czas pokaże.
Wire services report that attorney Lawrence Silver, of the Californian law firm Silver & Field (10975 Santa Monica Boulevard, Los Angeles CA 90025), representing Ms Samantha Geimer, has filed a motion with California's Second District Court of Appeal asking for a dismissal of charges against Mr Roman Polanski. Whether Ms Geimer will be equally graciously disposed towards another famous film director, a Mr Krzysztof Zanussi, who on September 28, 2009 called her an "underage prostitute" on Poland's TVN24 television network, time will tell.
http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/8327120.stm
http://www.tvn24.pl/12690,1621542,0,1,skorzystal-z-uslug-nieletniej-prostytutki,wiadomosc.html
niedziela, 18 października 2009
Ubóstwo umysłowe Macierzy w stosunkach z diasporą
http://usa.interia.pl/wiadomosci/news/polonia-chce-lepszej-pozycji-w-usa,1383768
Interia i PAP donoszą, że Polonia amerykańska spać nie może, tylko debatuje nad tym, jakby tu najlepiej i najskuteczniej zrobić dobrze dalekiej Macierzy.
W rzeczywistości, znowu pojechali do Chicago krajowi politycy lobbować Polonię, by im załatwiała w USA to, czego sami z Amerykanami załatwić nie potrafią. Polonia ma to naturalnie robić dla Macierzy za darmo, ze łzami wzruszenia w oczach.
Rzuca się w oczy całkowity brak nie tylko realizmu, ale i oryginalności. Wszystkiego tego próbowano już za poprzedniej prezydentury i skutek był wtedy taki sam, jaki będzie teraz, czyli żaden. Franek Szpula z Chicago rzuca niedbale pod adresem prezydenta Obamy, że w USA jest około 10 milionów wyborców polonijnych. No to co z tego, że 10 milionów? Znaczy, to niby ma być takie dyskretne i taktowne przypomnienie, że to Franek Szpula i polska ambasada do spółki kontrolują w USA 10 milionów głosów, więc prezydent USA ma się z Frankiem Szpulą liczyć, bo jak nie, to prezydenta zmiecie huragan oburzonych polonijnych głosów w następnych wyborach?
Graj, piękny Cyganie... ja już widzę te 10 milionów amerykańskich wyborców z polskim rodowodem, jak się prężą w blokach startowych, czekając na gwizdek z Warszawy.
Tak jako pogróżka, jak i jako obietnica polityczna, powoływanie się na 10 milionów głosów to jest strzał kulą w płot. Kongres Polonii Amerykańskiej, czyli Franek Szpula z kolegami, nigdy nie kontrolował, nie kontroluje i nie będzie kontrolował żadnego zwartego bloku polskich głosów w USA.
Na 10 milionów obywateli amerykańskich pochodzenia polskiego, paszporty polskie posiada około 200 000 osób, czyli 2%. Brak podstawy, by sądzić, że posiadanie paszportu polskiego przez stałego mieszkańca USA w jakiś sposób zobowiązuje go do postępowania tak, by Warszawa była z niego zadowolona. Brak też jakiejkolwiek podstawy, by przypuszczać, że jakakolwiek znacząca liczba z pozostałych 98% będzie się kierować przy oddawaniu głosów w amerykańskich wyborach interesem odległego kraju przodków, zamiast własnym.
Tak się składa, że polscy politycy jeżdżą do Chicago, kiedy czują się słabi, niepewni swego, i chcą, żeby im coś załatwić. Najlepiej coś nie do załatwienia, jak na przykład to nieszczęsne zniesienie wiz wjazdowych, czyli postawienie Polaków ponad amerykańskim prawem imigracyjnym z powodu ich naturalnej boskości i w uznaniu zasług Kościuszki i Pułaskiego.
Natomiast kiedy politycy polscy czują się mocniej w siodle, wtedy ręka sama im wędruje w kierunku cugli i szpicruty, uśmiechy znikają, i rozlega się warczenie według najlepszej szkoły Radosława Sikorskiego:
"Nasi rodacy w Stanach Zjednoczonych muszą zrozumieć, że nie jesteśmy jakąś tam republiką bananową, do której można sobie wjeżdżać na obcych paszportach!"
[R.Sikorski, 15 czerwca 2000 roku, na konferencji "Polska - Polonii" w siedzibie ówczesnej agencji PAI (dziś PAIZ) w Warszawie]
Nota bene, kto z Polaków z USA wtedy ministrowi Sikorskiemu uwierzył, i by mu zrobić dobrze popędził po polski paszport, aby się nim legitymować, miast amerykańskiego, przy wyjeździe z Polski, tak jak sobie minister życzył, ten sobie dożywotnio zwichnął wszelkie szanse na amerykańską karierę zawodową w wojsku, administracji państwowej, przemyśle high-tech i wielu innych miejscach, w których obywatelowi amerykanskiemu potrzebny jest certyfikat bezpieczeństwa osobowego, czyli security clearance.
Czego bowiem pojąć nie są w stanie czcigodni posłowie pielgrzymujący do Chicago, to faktu, że Stany Zjednoczone oczekują od swoich obywateli lojalności obywatelskiej wobec własnego kraju, a nie robienia dobrze innemu. Dla znakomitej większości Polonii, "własny kraj" to już nie jest Polska.
Ani niestety, ani na szczęście - po prostu takie są obiektywne fakty w życiu emigranta, który zdecydował się żyć na stałe w innym kraju (a nie, jak się to u was mówi z fałszywą nadzieją na to, że kiedyś wróci z workiem pieniędzy - "przebywać za granicą").
Zrozumcie co to jest emigracja i czym się różni od wyjazdów na saksy na miesiąc lub kilka lat w celu zarobienia kasy i przywiezienia jej z powrotem. Zrozumcie, że gastarbeiterzy to nie są żadni emigranci, tylko cudzoziemscy pracownicy przebywający czasowo w kraju pracodawcy. Zrozumcie, że Warszawa nie rządzi i nigdy rządzić nie będzie polską diasporą, zarówno tą urodzoną za granicą, jak i tą najświeższą, emigrantami z PRL. Zrozumcie to, a we wszystkim innym jakoś pomału się dogadamy.
A na razie - tu się zgina dziób pingwina.
Polonia z USA debatuje: Jak tu skutecznie lobbować?
Piątek, 16 października (20:33)
W Chicago trwa od czwartku zorganizowana przez Kongres Polonii Amerykańskiej (KPA) konferencja na temat sposobów zwiększenia pozycji polsko-amerykańskiej społeczności i jej roli w promowaniu interesów Polski w USA.
W konferencji, zatytułowanej "Polonia XXI wieku: Wyzwania i możliwości", biorą udziałpolitycy z kraju, m.in. wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek, prezes Wspólnoty Polskiej Maciej Płażyński oraz europosłowie: Adam Bielan (PiS) i Michał Kamiński (PiS).
Uczestnicy konferencji, która odbywa się na Uniwersytecie stanu Illinois, dyskutują w panelacho sposobach lobbowania na rzecz spraw polskich, poprawy wizerunku Polski w USA i oproblemie wiz amerykańskich dla Polaków.
Konferencję zorganizowano jako próbę włączenia się Polonii do debaty na temat stosunków polsko-amerykańskich po rezygnacji prezydenta Baracka Obamy z projektu tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, planowanego przez poprzednią administrację.
Zdaniem niektórych komentatorów, był to kolejny przejaw ignorowania przez ekipę Obamy interesów Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Zwrócił na to uwagę m.in. list byłych przywódców krajów regionu do prezydenta w sierpniu.
Kilka tygodni temuprezes KPA Frank Spula w swym liście do prezydenta Obamy przypomniał, że Polonia amerykańska to około 10 milionów wyborców. Przedstawił w nim szereg postulatów, m.in. zacieśnienia współpracy wojskowej USA z Polską i zniesienia wiz amerykańskich dla Polaków.
Tomasz Zalewski
INTERIA.PL/PAP
|