czwartek, 6 grudnia 2007

Monitorowanie

Na stronach internetowych Kancelarii Premiera opublikowano wlaśnie opracowany we wrześniu tego roku raport "Polityka państwa polskiego wobec Polonii i Polaków za granicą 1989-2005".

Polityka państwa polskiego wobec Polonii i Polaków za granicą 1989-2005


Nie wiem czy zespół ekspertów jaki go opracował, to eksperci osobiście dobrani przez byłego premiera, czy też Kancelaria Prezesa Rady Ministrów posiada stały korpus konsultantów. Jakkolwiek by się ta sprawa miała, mam nadzieje że dojdzie do wymiany tego zespołu na model lepszy i nowszy, a w każdym razie mocniej trzymający się ziemi.


Z raportu wynika przejrzyście, że dla obecnej grupy ekspertów Polonia (zwlaszcza Polonia Zachodu) jest jako obiekt jej studiów tajemnicza co najmniej tak, jak odlegle ciała niebieskie dla astronomów-amatorów.

W dodatku wizja ekspertów przewiduje obroty polonijnych sfer niebieskich dookoła polskiego pępka, a konkretnie dookoła pępka urzędniczego, czyli polskiej administracji państwowej.

Jeśli tak właśnie to z Warszawy widać, to uprzejmie zawiadamiam z pozycji przedmiotu obserwacji biegłych, że PT Czcigodni Znawcy przykładają swe przyrządy obserwacyjne do oczu niewłaściwym końcem. Przede wszystkim zapewne z powodu ograniczenia swych kontaktów do tzw. zorganizowanej Polonii, stanowiącej mikroskopijny i generalnie groteskowy margines polskiej diaspory. Oraz z powodu ewidentnego consensusu w zespole znawców, że Polonia jest własnością państwa i jego administracji, której obowiązkiem jest Polonią tak zarządzać, by państwo coś z tego miało.

Z przyjemnością dowiaduję się, że jako emigrant z ponad 25-letnim stażem naturalizowany w Australii awansowałem u ekspertów premiera do "starej emigracji". Z przykrością jednak zauważam, że jej definicja jest produktem myślenia życzeniowego, czyli 'wishful thinking':


Polonia - tzw. stara emigracja

Są to emigranci (lub ich potomkowie), którzy opuścili Polskę w poszukiwaniu pracy lub z przyczyn politycznych. Od dziesięcioleci mieszkają za granicą, najliczniej w Europie Zachodniej i obu Amerykach. Przeważnie utrzymują stały kontakt z dalszą lub bliższą rodziną, która pozostała w Polsce. Sfera działalności patriotycznej, szczególnie wśród emigracji żołnierskiej, a później opozycyjnej, jest dla tych społeczności wyjątkowo ważna. Wiele osób z tej grupy ma podwójne obywatelstwo - polskie i kraju zamieszkania.


Otóż dla emigracji żołnierskiej, drodzy eksperci, ważniejsze od dzialalności patriotycznej jest obecnie panowanie nad funkcjami fizjologicznymi, prawidłowa perystaltyka jelit i regularne wychodzenie na spacery. Z tego prostego powodu, że jeśli ktoś miał 1 września 1939 roku szesnaście lat, to dzisiaj ma osiemdziesiąt cztery, i coraz częściej przebywa w krainie wspomnień, w której nie zawsze może sobie przypomnieć, czy bił się pod Monte Cassino, czy pod Kircholmem.

Jeśli ktokolwiek poniżej 75 roku życia uwaza się dziś za członka emigracji żołnierskiej, to jest w tym tyle samo sensu, co w słynnym regulaminie Konkursu Piosenki Żołnierskiej w PRL późnych lat siedemdziesiatych, który wymagał, by każdy wykonawca odśpiewał co najmniej jedną nową piosenkę partyzancką.

Tak optymistycznie zwana emigracja opozycyjna (ca. 1980-89) to w znakomitej większości osoby, które opuściły PRL nie tyle z powodu aktywnej niezgody na komunizm, co dla świętego spokoju, nie widząc dla siebie miejsca w królestwie absurdu. Grupa emigracji aktywnej politycznie zawsze była niewielka, a po 1989 roku radykalnie zmalała.

Podwójne obywatelstwo - polskie i kraju zamieszkania, ma nie "wiele osób z tej grupy", tylko praktycznie wszyscy Polacy legalnie zamieszkali na Zachodzie na stałe od dłużej niż dziesięciu lat. Po pierwsze, ze wzgledow czysto praktycznego funkcjonowania w kraju osiedlenia - paszport, możliwość zatrudnienia w sektorze państwowym etc.). Po drugie, z rzadko rozumianego w Polsce powodu: - dla uniemożliwienia Warszawie wtrącania sie w ich sprawy i dla możliwości korzystania z opieki organów państwa stałego zamieszkania, gdyby takie wtrącanie się nastąpiło.


Przesadzam? Niekoniecznie. Proszę poczytać rekomendacje ekspertów KPRM.
Czcigodni eksperci postulują jak następuje, zakładając niezbywalne prawo państwa do trzymania państwowego kciuka w prywatnej zupie każdego, kto się o mistyczne polskie DNA choćby otarł - gdzie by nie mieszkał i co by nie robił:

Po drugie, konieczne wydaje się stworzenie możliwości stałego monitorowania i analizowania sytuacji Polonii i Polaków za granicą na potrzeby administracji państwowej i jej działań, wykraczającego poza standardowy monitoring prowadzony przez placówki dyplomatyczne.


Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia....

Nie czuję sie na siłach komentować prawa innych krajów, ale jeśli chodzi o Australię, to jakiekolwiek monitorowanie obywateli australijskich stale zamieszkałych w Australii przez obce państwo, czy to poprzez jego placowki dyplomatyczne, czy innymi metodami operacyjnymi, podpada pod ustawową definicję tak zwanych 'acts of foreign interference', zwalczanie których należy do ustawowych obowiązków tutejszych organów bezpieczeństwa państwa, na równi z walką ze szpiegostwem, sabotażem i terroryzmem.

Próby monitorowania kogokolwiek w jego własnym kraju, z uzasadnieniem, że ponieważ on się w Polsce urodził, to Australia nie jest jego krajem, bo polska administracja państwowa wie lepiej i przyznała sobie prawo do zaglądania mu przez ramię, mogą się skończyć raczej smutno - wydaleniem dyplomatów lub aresztowaniem i procesami przy drzwiach zamkniętych wszelkich innych amatorów monitorowania, nie chronionych immunitetem dyplomatycznym.

Byłoby może nieźle, gdyby eksperci premiera dodali krótki przypis, że przymusowe utrzymywanie przez RP obywatelstwa polskiego emigrantów (które według prawa polskiego jest dziedziczone w nieskończoność), nie daje Polsce prawa monitorowania czy nadzoru polskich emigrantow zintegrowanych w krajach ich stałego zamieszkania i obywatelstwa. Jakkolwiek Konstytucja RP pozwala w art 34. ust.2 na zrzeczenie sie obywatelstwa polskiego na własny wniosek, to polska administracja państwowa praktycznie takie zrzeczenie uniemożliwia, za pomocą celowej obstrukcji w procesie administracyjnym zaprojektowanym tak, by był jak najbardziej skomplikowany, kosztowny i niemal nie do przebycia. Po co czynić kogoś Polakiem wbrew jego woli, tego nawet eksperci premiera nie wiedzą.


Ja w każdym razie wiem, dokąd mam zadzwonić, jeśli zgłosi się do mnie ktoś chętny do monitorowania Polonii, i wiem jak nazwać takie monitorowanie w rozmowie telefonicznej, jaka nastąpi. Emisariuszom Ojczyzny sugeruję noszenie przy sobie, na wszelki wypadek, szczoteczki do zębów.

2 komentarze:

von Stirlitz pisze...

Świetny felieton.

W celu wyegzekwowania przyszłościowego nakazu administracyjnego zachowano siły Straży Granicznej.

von Stirlitz pisze...

Dalibyście komuś kredyt od czasu do czasu, huh?