piątek, 26 listopada 2010

Opowieść wigilijna, czyli żadnych złudzeń, panowie


Wizyta prezydenta Miedwiediewa w Warszawie zapowiedziana jest na 6 grudnia. Wizyta prezydenta Komorowskiego u prezydenta Obamy - na 8 grudnia. 


Sama kolejność jest warta tysiąca słów.

Żywimy nadzieję, że całkowite pojednanie, pełna reorientacja strategiczna, odszkodowania dla rodzin czerwonoarmistów poległych w 1920 roku, restauracja obowiązkowego nauczania jezyka rosyjskiego we wszystkich szkolach państwowych i prywatnych, dekoronacja orła, podpisanie traktatu o wieczystej przyjażni i współpracy (z wpisaniem kluczowych postanowień do Konstytucji RP), oraz wymiana wszystkich znajdujących się w obiegu paszportów polskich, z obowiązkiem niezwłocznego zdania dotychczasowych na najbliższym posterunku policji, zostaną ogłoszone jeszcze przed świętami.

Żywimy nadzieję, że najpopularniejszymi prezentami świątecznymi Bożego Narodzenia 2010 w rodzinach młodych, wykształconych Polaków z wielkich miast, niosącymi ze sobą pełną nadziei na lepsze jutro symbolikę odnowy, staną się rubaszka, harmoszka, tiełogrejka, szynel, walonki, uszanka i samowar. Radością dla dzieciaków będzie przejażdżka kibitką albo wymarzony pistolet Walther 7.35mm, na razie na kapiszony. Jeśli komuś te prezenty nie pasują, bo się jeszcze nie zorientował w sytuacji i nadal, choć już teraz bezpodstawnie, ma się za człowieka Zachodu, no to zawsze jest jeszcze Stolicznaja - kosmopolityczna, znana na całym świecie i powszechnie uznawana za very cool, a zatem daleko bardziej zachodnia jako podarek niż, powiedzmy, gumofilce albo onuce.
Żywimy także nadzieję, że podczas wizyty w Waszyngtonie ogłoszona zostanie deklaracja, w myśl której Polska wypisuje się raz na zawsze ze zdradzieckiego Zachodu, który ją tak boleśnie zawiódł. Odtąd Polska poświęci się wyłącznie swojej historycznej misji pasa transmisyjnego Rosji do Europy, a stosunki z USA ograniczy do rezolucji sejmowych domagających się zniesienia wiz turystycznych.

W ten sposób, w Noc Wigilijną w katedrze wawelskiej będzie można odprawić katolicko-prawosławną ekumeniczną mszę dziękczynną. Po mszy, jako symbol pojednania, w obecności duchowieństwa obu wyznań, uroczyście zamurowane zostaną drzwi wiodące do krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów.
 
Na chwałę nowego porządku bić będą wielki dzwon Władimir, dawniej Zygmunt, i policyjne oddziały prewencji, dawniej ZOMO.

piątek, 19 listopada 2010

Jak udawać niewiastę stanu



 "Jarosław Kaczyński udaje prezydenta Polski, a Anna Fotyga i Antoni Macierewicz udają ministrów spraw zagranicznych"- powiedziała w TVN24 posłanka PO Joanna Mucha.

No dobrze, a co, jeśli udają tak umiejętnie, że bardziej wyglądają na prezydenta i ministrów niż prezydent i ministrowie? Jakby prezydent i ministrowie więcej się zajmowali interesem narodowym, a mniej zamiataniem pod dywan okoliczności śmierci swoich poprzedników, to nie byłoby ryzyka, że ktoś pomyli prawdziwych z udawanymi.
Nic zresztą w takim udawaniu kogo innego specjalnie innowacyjnego nie ma. Jak p. Bartoszewski, występując jako osoba prywatna, udawał polskiego rzecznika rządowego dezawuującego stanowisko prezydenta, to ja nie słyszalem wtedy żadnych gorączkowych protestów posłanki Muchy. 

Nie mówiąc już o tym, że ponieważ mam swoje lata, to dobrze przypominam sobie rozłożystą palmę, jaka odbijała władzom PRL za każdym razem, kiedy ktokolwiek z antykomunistycznej opozycji ośmielił się wspomnieć jakimkolwiek cudzoziemcom, że polska rzeczywistośc jest bardziej skomplikowana niż to opisuje Trybuna Ludu, a naród wcale nie stoi murem za PZPR, mimo że na wszystkich transparentach było tak napisane. 

Ja świetnie rozumiem, że posłankę Muchę denerwuje fakt, że w krajach demokratycznych w ogóle może legalnie istnieć opozycja, która tak postępuje w polityce, w tym zagranicznej, jak sama uważa, zamiast za każdym razem pytać rządu, co komu może powiedzieć. Naturalnie, daleko prościej rządzi się w warunkach dyktatury, najlepiej wojskowej lub policyjnej, gdzie jak się komuś coś nie podoba, to znika. Ale na to niestety chwilowo nie ma rady, przynajmniej do czasu ewentualnego odziania posłanki w mundur i wyposażenia jej w buty z cholewami i szpicrutę. Będzie się wtedy podpisywać "Mucha ppłk." i nikt jej nie podskoczy.

Zresztą nie ma potrzeby posuwać się aż tak daleko. Niech posłanka po prostu kupi sobie bilet na samolot, poleci do Waszyngtonu, urządzi tam konferencję prasową i przekona wszystkich na tej konferencji, że wszystko jest w najlepszym porządku, l'ordre règne à Varsovie, Tupolewa rozbił generał Błasik, Putin najlepszym naszym przyjacielem jest, a gupi Amerykanie, co to sami nie wiedzą co dla nich dobre, bo nie chcą znieść wiz, mają się w Europie Środkowej nie mieszać i nie przeszkadzać w jej transformacji ustrojowej ze Środkowej we Wschodnią. No i na koniec najważniejsze, żeby Antkowi w żadnym razie nie wierzyć, bo Antek jezd gupi i z gęby mu śmierdzi. 

Potem posłanka wyciągnie tryumfalnym ruchem swoją legitymację poselską, pokaże palcem, że tam jest wyraźnie napisane zaraz nad fioletową pieczątką, że ona jest z partii rządzącej, więc z tego powodu oczywista słuszność jej stanowiska jest tak samo bezdyskusyjna jak prawa natury i obroty sfer niebieskich i nie podlega żadnej dyskusji, zatem żadnego zadawania pytań nie będzie, zaś konferencja zostaje zakończona, bo ona ma tani bilet powrotny, więc nie może się spóźnić na lotnisko.

czwartek, 18 listopada 2010

Dieta-cud


W ramach mojego wkładu w pojednanie postanowiłem zainicjować konkurs na Rosjanina Roku.

Mój kandydat na rok 2010 to specjalista transportu lotniczego, poliglota (pięć języków), człowiek poważny, bardzo dobrze widziany na Kremlu i przez kumpli w specsłużbach Federacji Rosyjskiej, zamożny biznesmen (interes u szczytu powodzenia był wart 6 miliardów dolarów). Mecenas sztuki, zainspirował film "Lord of War", w którym jego rolę grał Nicholas Cage.
No i wynalazca diety-cud.

Zawsze przeświadczony o potrzebie nawiązywania bezpośrednich kontaktów międzyludzkich Wschód-Zachód, przedwczoraj przeniósł się na stałe do USA, gdzie zamieszkał w więzieniu federalnym w Nowym Jorku.