niedziela, 20 listopada 2011

Gratulacje dla firmy Robokopter

http://www.youtube.com/watch?v=9vOor1xmVDs

Pomimo spóźnionego kontrataku Gazety Wyborczej, starającej się objaśnić, że nic takiego się nie stało, bo przecież taki sprzęt jest komercjalny, więc w razie potrzeby robokopter i dla policji może latać, marka łódzkiej firmy Robokopter sp. z o.o. poszła w świecie ostro w górę, za odwagę i innowację w technologiach protestu.

Firma co prawda teraz pewnie będzie miała teraz kontrolę za kontrolą – skarbową, sanitarną, deratyzacji, urzędu lotnictwa cywilnego, opieki nad dziećmi, zdrowia psychicznego, policji od software etc. etc., ale za to uzyskała świetną prasę w miejscu, gdzie nic polskiego nigdy przedtem nie było i długo potem nie będzie – na blogu Danger Room wpływowego amerykańskiego miesięcznika ‘Wired’ poświęconego interakcjom technologii z kulturą, gospodarką i polityką.

http://wired.com/dangerroom/2011/11/ows-drones/

Trudno było trafić lepiej. Niewykluczone że w następstwie zainteresowania ‘Wired’ łódzka firma trafi jakiś kapitał rozwojowy, zamówienie na 50 robokopterów dla Pentagonu, albo ofertę wykupienia firmy przez poważne amerykańskie przedsiębiorstwo zbrojeniowe.

Miesięcznik ‘Wired’ jest wydawany przez korporację Condė Nast, wydawców między innymi Vogue i New Yorker. Danger Room to stały blog na temat technologii mających bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo narodowe Stanów Zjednoczonych. O Donaldzie Tusku i Bronisławie Komorowskim nikt tam nie słyszał i nie usłyszy, bo nie ma takiej potrzeby. Natomiast o firmie Robokopter sp. z o.o. i jej udanym małym robokopterze w układzie Y6 (trikopter z podwójnymi przeciwbieżnymi wirnikami nośnymi) – jak najbardziej.

Wracając do Warszawy:

Ponieważ następnym etapem miłości władz do otwartego społeczeństwa obywatelskiego będzie teraz bicie z piąchy i z glana podczas zgromadzeń publicznych, gazowanie i aresztowanie każdego, kto by trzymał jakikolwiek przedmiot z anteną i przez to wyglądał, jakby czymś zdalnie sterował, taktyka użycia latających kamer przez miejską partyzantkę medialną będzie musiała ulec odpowiednim zmianom.

Z praktyki wojskowej artmii technologicznie zaawansowanych, należy zapożyczyć taktykę “perched sensor platform”, czyli stacjonarnej kamery na pokładzie latającej platformy obserwacyjnej, nie unoszącej się wszakże w powietrzu, ale zaparkowanej w miejscu dominującym nad obszarem obserwowanym, gdzie platforma siedzi cicho i udaje że jej nie ma, cały czas przekazujac obraz. Miejsce lądowania (ang. perch, pol. po prostu grzęda) wybiera się tak, żeby nplowi nieporęcznie było się do tego miejsca szybko dostać, jeśli zauważy kamerę.

W scenariuszu Placu Konstytucji oznacza to dyskretne zaparkowanie robokoptera na pobliskim dachu i filmowanie wydarzeń za pomocą zdalnie sterowanej (pan/tilt/zoom) kamery. Bezpieczeństwa sprzętu musi pilnować obserwator z lornetką na innym dachu, z telefonem do pilota. O ile kamera zostanie zauważona, a spod klapy wejściowej na dach wylezie trzech zomowców, którzy z okrzykiem “ruki wwierch!” rzucą się z pałami w stronę robokoptera – maszyna niezwłocznie odlatuje.

Wariantem taktyki perched sensor platform jest zaparkowanie zdalnie sterowanej platformy obserwacyjnej w miejscu, do którego z przyczyn technicznych nplowi w ogóle bardzo trudno się dostać. W Afganistanie to jest na ogół skałka na grani z długim i kłopotliwym dojściem. W warunkach miasta, to może być komin, stary i niebezpieczny dach z kruchej dachówki, jeden z kandelabrów na Placu Konstytucji, dach jakiegoś urzędu, a jeszcze lepiej ministerstwa, żuraw budowlany etc.

Zapis obrazu jest wtedy dokonywany przez kamerę na stojącej nieruchomo, zaparkowanej platformie, co jakości obrazu tylko na zdrowie wychodzi.Endurance, czyli maksymalny czas misji platformy, może być daleko dłuższy, bo nieczynne silniki wirników nośnych nie pobierają energii z baterii. Fakt, że kamera może latać, służy tylko do jej ewakuacji po zakończeniu zdjęć, albo do awaryjnej eakuacji dla ochrony sprzętu przed działaniami npla.

W każdym razie – Well done, chłopaki z Robokoptera!


sobota, 22 października 2011

El sueño de la razón produce monstruos




El sueño de la razón produce monstruos
Gdy rozum śpi, budzą się upiory

Francesco Goia, 1797

Po zakończonych niedawno w Polsce wyborach zastanawiałem się, czysto hipotetycznie, czy w Polsce w ogóle istnieją jeszcze jakieś granice skundlenia i ramy zachowania publicznego, czy też przeciwnie, możnaby znaleźć w niej bez większego kłopotu siły które byłyby zdolne, na przykład, uczynić posla Palikota dyktatorem, a jego konia - senatorem.

Życie dało odpowiedź na te pytania. Otóż w Polsce wszystko wolno, byle w słuszną stronę, zaś niemożliwe jest tylko przysłowiowe zakładanie spodni przez głowę, a i to jedynie do czasu zmiany oficjalnej definicji głowy.

Do takich wniosków doszedlem odkrywszy przypadkowo blog "Zielona Libia", którego nieznany autor nie to że poprawną, ale wręcz kryształową jak na dzisiejsze ogólne niechlujstwo jezykowe polszczyzną, uprawia prozę propagandową vintage 1951.

zielonalibia.blog.pl/

Cytuję obszerne wyjątki, bo jak wiele takich efemeryd, blog zapewne zniknie bez śladu, a zjawisko warte jest utrwalenia i analizy.

Na podstawie lektury stawiam tezę, że awans posła Palikota do stopnia pułkownika, a jego konia do godności senatora, jest jedynie kwestią czasu.

Muammar Kaddafi zamordowany !!!2011-10-21 20:18:57



20 października, na obrzeżach miasta Syrta w północnej Libii samoloty NATO brutalnie gwałcąc prawo międzynarodowe zbombardowały kolumnę (11?) samochodów osobowych, którymi przemieszczali się członkowie rządu Libijskiej Dżamahiriji Ludowo – Socjalistycznej, oficerowie i żołnierze libijskiej armii, oraz nieformalny przywódca narodu – Muammar al-Kaddafi.

Jak podały światowe media kilka pojazdów zostało zniszczonych, inne uszkodzone. Osoby próbujące opuszczać płonące wraki (w tym wielu rannych) dostały się pod ostrzał zbrojnych band z Misraty. Muammar Kaddafi, z grupką ocalałych osłonił się - wykorzystując jedyną przeszkodę terenową – betonowy przepust, skąd ogniem odpowiedziano strzelającym marionetkom NATO. Jednak widząc ginących kolejnych żołnierzy i beznadziejność sytuacji oraz mając świadomość jak bardzo potrzebny jest udręczonemu wojną narodowi libijskiemu ranny Muammar Kaddafi postanowił złożyć broń. Wraz z nim w ręce rebeliantów dostali się m.in. szef Rady Bezpieczeństwa – al-Mu'tassim Billah al-Kaddafi (syn Muammara Kaddafiego) i minister Obrony Narodowej Libii Abubabr Junes. Nie wiadomo czy pojmano ich w różnych miejscach, czy też po prostu zostali rozdzieleni przez terrorystów.

Dalszy bieg wydarzeń ustalić możemy na podstawie zamieszczonych w internecie filmów nagranych na miejscu kaźni przez natowskie pacynki. Muammar Kaddafi został tuż po pojmaniu skatowany, następnie oprawcy wciągnęli go na ciężarówkę i powieźli w stronę najbliższej zbrojnej bandy. Po dotarciu na miejsce, libijski Przywódca został ściągnięty z samochodu, skatowany przez grupę uzbrojonych przestępców a następnie wielokrotnie postrzelony. Konającego ponownie wciągnięto na ciężarówkę i powieziono do Syrty (mimo że tuż obok stała karetka pogotowia). Prawdopodobnie w drodze M. Kaddafi zmarł, gdyż na zdjęciach i filmach z Syrty sprawia już wrażenie martwego. W mieście potwornie okaleczone zwłoki przywiązano do ciężarówki i przeciągnięto ulicami, dzięki czemu inni członkowie zbrojnych gangów mogli się nad nim pastwić. Po upływie nieokreślonego czasu doczesne szczątki Największego z synów Libii powieziono do Misraty, gdzie w chłodni został wystawiony na widok tamtejszych bandytów.

Powstanie w Libii?2011-10-14 23:39:42



Jak twierdzą źródła rządowe na terenach okupowanych przez podległe "n"RL formacje zbrojne wybuchło powstanie. Do manifestacji i walk dojść miało w szeregu libijskich miast. Część z nich miała zostać według tych źródeł wyzwolona. Jak na razie nie udało się potwierdzić tych informacji. Pewnym jest jedynie, że 14 października od pewnego czasu zapowiadany był jako Dzień Oporu przeciwko marionetkom NATO. Poniżej przedstawiamy nagranie przedstawiające libijskich lojalistów, ktorzy dzisiaj w mieście BADR (przy granicy z Tunezją) zerwali z masztu przekaźnika flagę obalonej w 1969 roku libijskiej monarchii i ponieźli zielone światło rewolucji w głąb kraju.



niedziela, 9 października 2011

Wideoblogging w czasach zarazy

Ja tam do postępu nic nie mam.

Ale jako oszołom zamieszkały w kraju anglosaskim jestem przywiązany do pojęcia informed consent, czyli świadoma zgoda. Pojęcie świadomej zgody obejmuje zapoznanie się z kontekstem.

Dwa pierwsze zdjęcia to próba na Tajwanie programu PittPatt (firma Pittsburgh Pattern Recognition). Czas dopasowania wszystkich twarzy w klatce do danych osobowych z wszystkich dostępnych na Tajwanie serwisów społecznościowych <60s (łącze 3.6 Mbps). Zielona ramka = 100% match. Firma została ostatnio nabyta przez Google, w zwiazku z tym twarze można dopasowywać do całości zasobow Google.



Viewdle - Photo and Video Face Tagging


Kodycyl informatyczny:

Komputerowi jest wszystko jedno z czym porównuje twarz. Niemniej warto wiedzieć że:

www.heinz.cmu.edu/%7Eacquisti/face-recognition-study-FAQ/acquisti-faces-BLACKHAT-draft.pdf


Privacy in the Age of Augmented Reality
Alessandro Acquisti, Ralph Gross, Fred Stutzman
Heinz College & CyLab Carnegie Mellon University
Black Hat 2011

(...)

¡Your face is the veritable link between your offline identity and your online identit(ies)

¡Data about your face and your name is, most likely, already publicly available online

¡Hence, face recognition creates the potential for your face in the street (or online) to be linked to your online identit(ies), as well as to the sensitive inferences that can be made about you afterblending together offline and online data

¡Democratization of surveillance¡Faces as conduits between online and offline data¡The emergence of PPI: “personally predictable” information¡The rise of visual, facial searches¡The future of privacy in a world of augmented reality.

(...)


Cloud-Powered Facial Recognition Is Terrifying

www.theatlantic.com/technology/archive/2011/09/cloud-powered-facial-recognition-is-terrifying/245867/

(...)no matter what you choose to do or not do, your life exists in the cloud, indexed by Google, in the background of a photo album on Facebook, and across thousands of spammy directories that somehow know where you live and where you went to high school. These little bits of information exist like digital detritus. With software like PittPatt that can glean vast amounts of cloud-based data when prompted with a single photo, your digital life is becoming inseparable from your analog one. You may be able to change your name or scrub your social networking profiles to throw off the trail of digital footprints you've inadvertently scattered across the Internet, but you can't change your face. And the cloud never forgets a face. (...)


Happy video blogging...